W czwartek...

W czwartek umarł dziadek. Nie chciałam nic pisać o książce Irvinga Stone "Pasja Życia", ale w czwartek skończyłam czytać tom 2 i znalazłam kojące słowa:

"Życie było dobre. Bóg nie stworzył mnie, aby mnie opuścić. Kochałem marmur, ale również i malarstwo. Kochałem architekturę, ale również i poezję. Kochałem moją rodzinę i moich przyjaciół. Kochałem Boga, kształty niebios i kształty ziemi, a także i ludzi. Kochałem życie do sytości, a teraz kocham śmierć, jako jego naturalne dopełnienie(...) jeśli chodzi o mnie , siły zniszczenia nigdy nie pokonały sił twórczych".

Iris Murdoch - Zielony rycerz

Kilka dni temu skończyłam czytać tę niezwykłą książkę i jeszcze dziś nie mogę wprost przestać o niej myśleć. Powieść Murdoch, można odebrać na wielu poziomach i na każdym ma w sobie coś porywającego. Książka ta, zbudowana jest wokół tajemnicy Lucasa - profesora-erudyty, którego każdy z otaczających go przyjaciół postrzega nieco inaczej, przy czym wszyscy odczuwają strach.
On jeden nie zabiera głosu w powieści, nie jest narratorem, dlatego tez nie możemy odpowiedzieć "Kim w istocie jest Lucas"?
Powieść przedstawia losy małego i zamkniętego środowiska londyńskich przyjaciół, zadziwionych niedawną wiadomością, o nieszczęśliwym wypadku, w którym Lucas broniąc się przed złodziejem nieumyślnie morduje napastnika. I od tego momentu wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, motywy, uczucia, pobudki i przyczyny - w tym świecie nic nie jest pewne. A wszystko co wiemy zbudowane jest na naszych niejasnych wyobrażeniach.
To świat symbolu i stagnacji, depresji i nadziei, idealne pole dla walki prawdziwie zielonego rycerza, znikąd wkraczające w to zamknięte środowisko. Zielony rycerz to postać rodem z "Idioty" Dostojewskiego, a jego rola sprowadza się do zbawienia i wytrącenia z niebytu wszystkich bohaterów powieści. Napięcie narasta, aż do niezwykłego pojedynku dwóch wielkich czarodziejów (Lucasa i Petera - zielonego rycerza).

Każdy z bohaterów jest inny, Clement, brat Lucasa to wyjątkowy lekkoduch artystyczne uzdolniony, Bellamy bezustannie szukający przewodnika, gubi się we własnych depresyjno-wizyjnych stanach, Harvey to młody szukający i bojący się życia chłopak, natomiast Louisa wraz ze swoimi trzema córkami jest cichym azylem, dla wszystkich zlęknionych świata przyjaciół.
Pisarka posługuje się niezwykłą metaforyką, przypomina postać Chrystusa - żołnierza, nieba zwijającego się jak zwój, oraz pięknymi symbolicznymi scenami: pojedynek czarodziejów, czy też walka 15 letniej Moy z łabędziem.

Jeszcze tylko fragment:
"Peter także jest demoniczny. Jest demonicznym psychoanalitykiem. No dobrze, masz rację, to wszystko wina Lucasa. Ci dwaj to para szalonych magików. To się może właśnie tak skończyć - próbą magii. Albo, jeśli chcesz możesz ich nazwać archaniołami(...). Pojedynek dwóch archaniołów. Trzeba tylko uważać, żeby nas nie zniszczyli."

Książkę polecam wszystkim lubiącym mroczno-magiczne klimaty i złożone osobowości bohaterów.

raz,dwa,trzy - buuuum!!

To ma być dziennik o książkach ulatujących z głowy jak ziarenka dmuchawca, przez kogo i po co wprawione w znikanie - nie wiem, może się dowiem, kiedyś.
Na ile zapanuje nad swoja wyobraźnią i poddam się powyższemu założeniu, nie wiem.
Symultaniczność momentami jest tak idealna, fragmenty życia splatają się tak ściśle, że z natłoku trudno wyodrębnić sam utwór.

O mnie: czytam chaotycznie, ok. 5 książek na raz, a przynajmniej do chwili, gdy któraś nie ściągnie całej mojej uwagi. Nie jestem stała w uczuciach, mam licznych kochanków, którym oddaje się ze zmiennym natężeniem. Bez pamięci zakochiwałam się w dostojewskim, cortazarze, wojaczku, czy stachurze, miałam romans z baudelaire, dygatem, hessem i gombrowiczem. Do łóżka chodzę z wieloma. Ostatnim czasem znajomości nawiązuje głównie w bibliotece Podgórskiej na Dębnikach. Przez co są mniej intensywne i mniej pociągające. Uwielbiam kreślić po książkach i ciągle nie zaprojektowałam swojego exlibrisu. ja w maleńkim wycinku.