Podróże w poszukiwaniu diabła Bieszczady, Rumunia...


Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka Michała Kruszona Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła, no i jakimś magicznym sposobem, Rumunia nie może wypaść z mojego umysłu. Książka sama w sobie taka sobie:) Niby siedzi w niej diabeł, ale jakoś tak bez pazura, czy tez bez kopytka;) Jadąc stopem do Turcji, zza szyby pojazdów, trochę tej Rumuni zobaczyłam, i jakoś tak chciałoby się tam wybrać, aby powłóczyć się po zamczyskach, urokliwszych zakątkach w rytmie szalenie pięknej ludowej, cygańskiej muzyki. Dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć barwniejszą stronę cygańskiego życia, polecam film Toniego Gatlifa TranSylvania.


Diabeł w Bieszczadch...

Wracając do poszukiwania diabła. Wszystko warto rozpocząć od legendy dotyczącej Biesów i Czadów...


Podczas naszego ostatniego pobytu w Bieszczadach, znaleźliśmy, jak zwykle bardzo dużo aniołów, jednakże przeciwwaga, albo raczej równowaga w osobie diabła, była równie materialnie obecna. Poczynając od Sanockiego muzeum już przy wrotach Bieszczad - na wystawie ikon, oprócz wielu barwnych aniołów, zobaczyliśmy dosyć wyraźną zapowiedź potopu, czy też sadu ostatecznego, a co za tym idzie pięknego korowodu śmierci.

Prawdziwość wierzeń przedstawiona na malowidle, wywołała we mnie lekki dreszcz, sama nie wiem czy niepokoju, a może radości. Cały Sąd Ostateczny - Paruzja, był największym odkryciem w zbiorach muzeum.



Ta olbrzymich rozmiarów ikona bez dwóch zdań wywołała mój zachwyt, pomimo iż nie jestem wielką fanką tego rodzaju sztuki. Obecność Lucyfera trzymającego na kolanach Antychrysta to jedyny przejaw realności i grozy prezentowanej wizji. Ogień piekielny wydobywający się z paszczy piekła przywodzi na myśl inny obraz, który przykuł mój wzrok również w sanockim muzeum, na wystawie Mistrza Beksińskiego.



Tu już w pełni zagrała moja wyobraźnia, podsuwając myśl, że ten kolor włosów mogła mieć tylko demoniczna Lilith - pierwsza żona Adama.
Same krajobrazy bieszczadzkie i koloryt, nie miał na szczęście nic z diabelskich proweniencji:



Gdy tylko droga powiodła nas do ludzi, diabeł nie dał o sobie zapomnieć, przybierając formę drewnianych figurek pomniejszych górskich biesów i czadów, czy rozchichotanych czarownic i demonów, patrzących na nas groźnie lub kpiarsko z ulicznych wystaw i straganów.




Jednak z diabelską działalnością spotkaliśmy się również w małej, opuszczonej cerkwii. Cicho spoczywająca na zakurzonym parapecie ćma, znowu wywołała dreszcz. Tu bardziej przez kontrast, z cichym wnętrzem zapomnianej, starej, skurzonej kapliczki. A może to nie był kontrast, przecież wszystko współgrało ze sobą pięknie i właśnie jakoś tak po bieszczadzku.

Podróżowali
Mariolka i Paweł czyli dwa anielskie biesy...

0 komentarze:

Prześlij komentarz